Przygotowania przed terapią

May 7, 2018 at 12:31 pm

Czowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby grał przedstawienie bez żadnej próby

.– Milan Kundera

Każdy szpital, specjalizujący się w leczeniu raka, ma swój system i opracowane przez siebie materiały, które są dostępne dla każdego pacjenta. W związku z tym najpierw należy dokladnie zapoznać się z materialami z przydzielonego nam szpitala oraz dokładną mapą każdego oddzialu, gdyż przed każdą terapią  możemy mieć skierowania na różne testy, a pierwsze jest zwykle badanie krwi. Moim zdaniem, taka ilość informacji może być przytłaczająca i  i dlatego dobrze jest przeanalizować podane informacje razem z kimś, następnie wypisać najważniejsze punkty i taką rozpiskę powiesić w widocznym miejscu.

Na przykład, co powinniśmy mieć zawsze pod ręką to:

Health Card – ważna, uaktualniona karta zdrowia

Lista wszystkich leków (lub opakowania) z dokładną informacją, jaka jest na etykietce oraz wszystkich suplementów. Lista leków zawiera: leki na receptę, wszystkie krople, spreje, inhalery, plastry, leki ziołowe, homeopatyczne, naturopatyczne, witaminy, próbki leków, otrzymanych przez lekarza oraz wszystkie inne zakupione bez recepty.

Dane lekarza rodzinnego i specjalistów, którzy będą nas prowadzić.

Numer telefonu asystentek pielęgniarek lekarzy specjalistów, ponieważ z nimi będzie łatwiej się skontaktować niż z onkologiem czy radiologiem.

Imiona i kontakt telefoniczny do przynajmniej dwóch osób, które będą upoważnione do zmiany terminu wizyty, czy zdobycia lub udzielenia informacji. Szpital nie udzieli informacji osobom nie wymienionym w formularzu.

Tradycyjny notes i dlugopis (nie będziemy zawsze w stanie użyć smart phone’a, często nie wolno ich włączać, a ważne informacje należy koniecznie zapisywać).

Okulary, dla tych, ktorzy je noszą.

Taką listę wieszamy w widocznym miejscu, a kopię listy, dokumenty i potrzebne przedmioty wkładamy do specjalnie przeznaczonej torby, która powinna być opisana następującymi danymi: imię, nazwisko, dokładny adres i numer telefonu, plus numer karty zdrowia.

Polecam zawsze mieć ze sobą butelkę z wodą (ale nie plastikową, te są rakotwórcze). Najlepiej jest kupić w sklepie sportowym specjalny pojemnik na wodę, który jest wytrzymaly i trzyma temperaturę). Wprawdzie w szpitalu wolontariusze serwują napoje, ale najlepiej jest pić wodę, a nie żadne soki, czy kawę. Woda filtrowana lucb z kranu najlepiej oczyszcza organizm.

Bardzo ważne: zawsze powinniśmy od momentu rozpoczęcia terapii nosić przy sobie kilka maseczek higienicznych w czystym woreczku plastikowym, gdyż każde zbiorowisko ludzi od tej pory staje się dla nas największym zagrożeniem. Terapie niszczą nas system odpornościowy i każda grypa, czy zaziębienie może sie skończyć w szpitalu lub poważniejszymi powikłaniami.

Wiele osób krępuje się noszenia takich masek. Mnie na początku też wydawało się, że wszyscy na mnie patrzą i czułam się jak trędowata, ale to my musimy siebie chronić i swoje życie, więc absolutnie zakładajmy maseczki wszędzie: do sklepu, do kina, teatru, na wykłady, koncerty, spotkania w większej grupie. To ratuje nam życie, a wirusy i bakterie tylko czyhają na słaby organizm.  Poza tym w peruce i masce i tak nikt nie wie, kim jesteśmy.

Tylko raz nie założyłam maski – na pogrzebie jednego z bliskich członków naszej rodziny. Wtedy wlaśnie wydawało mi się, że maska będzie niestosowna w takiej chwili, a jednak chciałam uczestniczyć w tej, ważnej dla nas, uroczystości. Byłam po drugiej chemii. Czułam się wyczerpana emocjonalnie i zmęczona, ale nie podejrzewalam, że reakcja organizmu może być taka szybka. W nocy  (zasada jest taka, że podczas chemoterapii jeśli temperatura jest powyżej 38 stopni C, trzeba kontaktować się z lekarzem lub jechać na pogotowie) w nocy dostałam wysokiej gorączki. Skończyło się wezwaniem karetki i całej nocy spędzonej w szpitalu i kroplówce z bardzo silną mieszanką antybiotyków, co z kolei zniszczyło mi żołądek. Do baterii wszystkich leków doszedł lek na żołądek. Od tamtej pory zakładałam maskę wszędzie poza domem. A przecież mój organizm należał do silnych. Nigdy przed rakiem nie chorowalam, nie brałam żadnych leków, ale to żadnych, nawet aspiryny czy tylenolu, bo nic mi nie dolegało, a mimo to pierwszy kontakt z grupą skończył się dla mnie źle. Wychodzę z założenia, że jesli istnieje profilaktyka, to należy ją stosować.

Kolejne zapasy w torbie szpitalnej, to coś do zjedzenia (przekąski – absolutnie bez cukru).Polecam sery, krakersy, czarną czekoladę, pestki, orzechy i nasiona, jabłko lub banan lub dla niejadków odświeżającą gumę do żucia )  i koniecznie coś do czytania lub słuchania, jako że oczekiwania u onkologa czy radiologa na naszą kolejkę bywają wielogodzinne.

Poza tym mnie się zawsze przydawały moje własne serwetki higieniczne, chociaż w szpitalach są, niemniej, nie wtedy, kiedy są potrzebne, ciepły szal lub sweter (nasze odczucia temperatury będą się zmieniać, a także większość pomieszczeń ma ustawioną klimatyzacje na niskie temperatury). Mnie było ciągle zimno.

Pamiętajmy zawsze o lużnym i wygodnym ubraniu oraz wygodnym miękkim i oddychającym obuwiu. Tak, wygodnym, ale nie niechlujnym czy zaniedbanym. Niestety, zbyt wiele osób w tym czasie zupełnie rezygnuje ze schudlego wyglądu. A to jest wielki błąd dla zdrowia psychicznego. Choroba, a szczególnie terapia, faktycznie nas wycięcza, nasza skóra jest naprawdę, a nie tylko mataforycznie, szara, sina, usta suche, oczy bez wyrazu, matowe. Duży spadek wagi, zmienia nasze rysy i całą postawę. Nasz nastrój jest wypełniony jeśli nie negatywnymi emocjami, to neutralnymi bez blasku radości, co zupełnie zmienia układ naszych mięśni na twarzy.  Nie wygląda to pocieszająco, kiedy patrzymy w lustro. Do tego , kiedy mamy kilka kępek wlosów na głowie i reszta nam zostaje w dłoni, nie trudno o gleboką depresję. Można, a nawet trzeba temu zaradzić.

W szpitalach nie tylko są organizowane specjalne kursy ubioru i makijażu dla pacjentów przechodzących terapie antyrakowe, ale pacjenci są wyposażani nieodpłatnie w zestawy makijażu, czapeczek, kapeluszy, apaszek, peruk – do wyboru, do koloru. Dlatego nie rozumiem, dlaczego większość pacjentów wygląda jakby to byli biedni bezdomni, w wyciągniętych dresach, z rozczochranymi kilkoma kępkami włosów i przydeptanych kapciach. Ten nieapetyczny widok wpędzał mnie bardziej w depresję, niż sama choroba.

To też bywa kwestią kultury, a raczej jej brakiem, niemniej z punktu widzenia inteligencji emocjonalnej czynności dbałości o swój wygląd poprawiają nasz poziom hormonów szczęścia. A co się z tym ściśle wiąże szybszego wyzdrowienia. Dlatego należy się zmuszać, bez wzgledu na nasze samopoczucie, by wyglądać jak najlepiej każdego dnia. To powinno być wpisane w nasz program. Zajęcie się wyglądem, pozwala nam odsuwać skutecznie czarne myśli, co już wiemy jest ważnym elementem walki z chorobą.

Ciąg dalszy za dwa tygodniie.

eqtrainer.ca